Bangkok – co zobaczyć w stolicy Tajlandii?

Jednym z popularniejszych kierunków wypraw, jeśli chodzi o tereny Azji Południowo – Wschodniej jest właśnie Tajlandia. To państwo jest potocznie nazywane krainą uśmiechów, z powodu swoich sympatycznych mieszkańców. Pierwsze zetknięcie z zupełnie inną kulturą, kuchnią, zwyczajami jest bardzo fascynujące.

 

Będąc w Tajlandii, obowiązkowo trzeba zwiedzić stolicę tego cudownego państwa. Bangkok i atrakcje, jakie znajdziemy w tym mieście są niezwykle interesujące i warte zobaczenia. Jest to miejsce przepiękne i pełne kontrastów, ja byłam oczarowana od pierwszego spotkania z Bangkokiem i tym ulicznym gwarem. Znajdują się tu bogate dzielnice w centrum, jak i cudowna Chinatown (na maxa przeludniona, pełna ulicznych straganów, tuktuków i skuterów). Pytanie: Bangkok co zobaczyć? Jest to jedno z najczęściej zadawanych pytań dotyczących tego miasta. Otóż stolica Tajlandii jest obfita w ciekawe miejsca, w których trzeba się znaleźć. My pierwsze dwa dni pobytu w Tajlandii postanowiliśmy spędzić właśnie tam. Jak wspominałam we wcześniejszym wpisie, na pierwszy ogień wpakowaliśmy się w „przedsionek piekła”, czyli Chinatown. Zatrzymaliśmy się w hotelu Royal Bangkok China Town, z którego hallu wchodziło się wprost w ten przedsionek piekła 😉 Mimo swojej lokalizacji, pokoje były dobrze wyciszone i nie dochodziły uciążliwe dźwięki z zewnątrz, za to widok wieczorem z dachu hotelu, gdzie znajduje się basen, na zatłoczoną ulicę był niesamowity.

Tak więc Bangkok Chinatown jest właśnie jednym z takich miejsc, obok którego nie można przejść obojętnie. Najbardziej kolorowa i klimatyczna dzielnica, która przyciąga miliony turystów. To tutaj panuje atmosfera, której nie da się opisać. Wszędzie słychać tuk tuki, klaksony, gwar rozmów. Dookoła świecą ogromne neony oraz chińskie znaki. Tuż obok nas odbywa się wyciskanie soków z granatów lub innych egzotycznych owoców, czuć zapach przypraw i ziół. Jednym słowem, kulinarna i estetyczna magia dla naszych zmysłów. To właśnie tutaj na jednym z ulicznych straganów zjedliśmy najlepszego padthaia za 70 bath! I wypiliśmy pierwszego, dużego, zimnego Changa również za 70 bath! Następnego dnia po przylocie mieliśmy plan na zwiedzanie świątyń.

 

Rano prosto z hotelu udaliśmy się spacerem po okolicy w poszukiwaniu śniadania. Po ok. 15 minutach spaceru doszliśmy do On Lok Yun, restauracji śniadaniowej, gdzie stołowali się lokalsi. Zjedliśmy jajeczniczkę z parówkami i napiliśmy się mrożonej herbaty. Plan był taki, żeby po śniadaniu kontynuować podróż do najbliższej świątyni pieszo, ale upał dał nam się we znaki, więc zamówiliśmy Graba 😉 i tak trafiliśmy do Świątyni Świtu. Zanim rozpoczęliśmy zwiedzanie, udaliśmy się na stragan przed wejściem w celu wypożyczenia nakrycia na ramiona – ponieważ na teren świątyni można wejść należycie ubranym. Nie ma z tym większego problemu, bo przed wejściem do każdej świątyni, za niewielką opłatą można wypożyczyć chusty, czy spódnice.

 

Świątynia Świtu Wat Arun znajduje się na zachodnim brzegu rzeki Menam. Przeprawa łodzią na drugą stronę jest bardzo tania. Budowla ta robi przepiękne wrażenie. Porcelanowa dekoracja, która jest przyklejona do ścian świątyni, pochodzi z XIX wieku, czyli nie jest bardzo stara. Główna wieża wznosi się na wysokość 67 metrów. Schody prowadzące na górę są naprawdę strome. Podczas wspinaczki, można z bliska zaobserwować, że ozdoby faktycznie wykonane są z porcelany. Uważniejsi dopatrzą się nawet całych talerzyków. Ze szczytu wieży rozciąga się fantastyczny widok na rzekę Menam oraz na Pałac Królewski. Następnie udaliśmy się na drugą stronę rzeki, żeby odwiedzić złotego, leżącego Buddę oraz cały kompleks Wat Pho – przepiękne miejsce!

Wat Pho – złoty Budda leżący wygodnie, podparty ręką jakby właśnie szykował się na odpoczynek, czyli Świątynia Spoczywającego Buddy. Gigantyczny posąg, wykonany ze złota ma 46 metrów długości  oraz 15 metrów wysokości, dlatego trudno jest zmieścić go w kadrze. Na specjalną uwagę zasługują stopy giganta, na których wygrawerowane są starożytne symbole. Niektóre dzieła, które zdobią mury Wat Pho, przedstawiają kanały energetyczne znajdujące się w ludzkim ciele. Miejsce to nie jest bowiem tylko miejscem kultu. Jest tu również ośrodek nauczania starożytnej sztuki tajskiego masażu. Chętni mogą zapisać się na kurs i zdobyć wiedzę od doświadczonych masażystów. Świątynia ta znajduje się na terenie dawnego królewskiego miasta, które nazywa się Rattanakosin, znajdującego się niedaleko Wielkiego Pałacu.

Jeśli już o Wielkim Pałacu mowa, to w planach mieliśmy jeszcze jego zwiedzenie, jednak daliśmy się złapać na słynny chwyt na zamknięty Grand Palace i „promocję” na tuktuka. Otóż stojący w pobliżu lokalny naganiacz powiedział nam, że dzisiaj już nie odwiedzimy Grand Palace i zapytał, dokąd dalej chcemy się udać. Wcisnął nam przy tym mapkę, tłumacząc, że możemy skorzystać z tuktuka – 100 bath, w celu odwiedzenia 3 miejsc. Jednym z nich był oczywiście sklep, gdzie szyją garnitury – oczywiście tylko tego dnia, w super promocyjnych cenach można kupić garnitury, koszule itp. Z promocji nie skorzystaliśmy, za to z podwózki tuktukiem tak 😉 I tak na koniec trafiliśmy do Golden Mount. Przepiękne miejsce, po wejściu na górę z niesamowitym widokiem na Bangkok.

Golden Mount – Wat Saket – czyli Złota Góra Bangkok, to niskie wzgórze w Bangkoku, które zwieńczone jest lśniącym złotym chedi mierzącym 58 metrów. W tym miejscu przechowywane są relikwie Buddy. Wzgórze to, samo w sobie jest sztucznym kopcem o wysokości 79 metrów. Na szczyt świątyni prowadzi 318 schodów, skąd rozpościera się piękna panorama na miasto.

Po całym dniu pełnym atrakcji (i spaceru!) zgłodnieliśmy, czas był więc coś zjeść. Znaleźliśmy polecaną knajpkę w pobliżu – The Family. Wspaniałe miejsce, przepyszne jedzenie i przemili właściciele. Rodzinna restauracja prowadzona przez Amerykana i Tajkę w przystępnych cenach. Mieliśmy szczęście, bo udało nam się wejść z ulicy, ale normalnie potrzebne są tam rezerwacje.

Bangkok jest cudownym miastem, które na pewno trzeba odwiedzić, będąc w Tajlandii. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, czy to pyszne Chinatown, gdzie można spróbować egzotycznych potraw lub wiele świątyń, w których można na chwilę odpocząć i złapać oddech. Osobiście będąc w Tajlandii, na pewno wróciłabym do Bangkoku, bo porwał mnie ten uliczny klimat.

 

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *