Wybierając się na Mazury mam ogromną słabość do okolic Rucianego-Nidy, zapewne dlatego, że w tamtejszych okolicach spędzałam każde wakacje będąc dzieckiem. Tamtejsze gęste, pachnące żywicą lasy i rozsiane wśród nich spokojne jeziora to dla mnie definicja idealnego resetu. Nic dziwnego, że gdy na Instagramie zaczął mi migać odnowiony, nowoczesny Hotel Mazurski Raj, od razu postanowiłam, że go odwiedzę, jak tylko będzie ku temu okazja. Skuszona zachwytami influencerek i pięknymi kadrami, postanowiłam spakować walizki i w pierwszy weekend wakacji zabrać tam moje 4,5-letnie dziecko. Chciałam na własne oczy sprawdzić, czy to miejsce rzeczywiście zasługuje na miano rodzinnego raju. Spędziliśmy tam intensywny weekend i – jak to w życiu bywa – nie wszystko złoto, co się świeci na Instagramie. Oto moja szczera, pozbawiona lukru recenzja – co nas zachwyciło, a co totalnie rozczarowało.
Spis treści:
Położenie hotelu i pierwsze wrażenie – klasyka Mazur w nowoczesnym wydaniu
Muszę oddać hotelowi jedno – lokalizacja jest po prostu magiczna. Mazurski Raj leży w samym sercu moich ukochanych stron, otoczony naturą, tuż nad brzegiem jeziora. Sam obiekt przeszedł solidną metamorfozę. Po przyjeździe od razu rzuca się w oczy, że hotel został odnowiony. Wszystko wygląda świeżo, stylowo i bardzo estetycznie. Wnętrza są czyste, zadbane, a kolory i nowoczesny design robią świetne pierwsze wrażenie. Pokoje są ładnie zaaranżowane, a infrastruktura (w tym domki w ogrodzie) daje poczucie, że jesteśmy w nowoczesnym resorcie. Pod tym względem – duży plus.
Atrakcje i jedzenie w obiekcie, czyli dlaczego moje dziecko było w siódmym niebie
Jeśli szukacie hotelu, w którym Wasze dziecko nie będzie się nudzić ani przez minutę, to pod kątem animacji Mazurski Raj rozbił bank. Muszę zacząć od teamu animacyjnego – są absolutnie genialni! W swoim życiu zwiedziłam już sporo hoteli, ale z tak zaangażowanymi, pełnymi energii i ciepła ludźmi jeszcze się nie spotkałam. Moja 4,5-letnia córka bawiła się z animatorami w basenie przez bite dwie godziny i piszczała z zachwytu!
Oprócz świetnych ludzi, infrastruktura dla dzieci robi wrażenie:
- Strefa basenowa: Świetny basen wewnętrzny oraz zewnętrzny, podgrzewany basen z widokiem na jezioro. W upalne dni to był nasz azyl.
- Sala zabaw: Duża, nowoczesna i bezpieczna przestrzeń wewnątrz hotelu, idealna, gdy chce się na chwilę uciec przed słońcem. „Kraina Kłobuka” gdzie w zabawę wplecione są mazurskie legendy jest naprawdę fajna 🙂
Drugim ogromnym plusem były śniadania. Bardzo smaczne, urozmaicone, ze świeżych produktów. Spory wybór zarówno dla dorosłych smakoszy, jak i dla wybrednych maluchów. Każdy bez problemu znalazł coś dla siebie i nikt nie chodził głodny.
Cienie hotelu Mazurski Raj, czyli co poszło nie tak…
Niestety, mój pobyt przypadł na czas historycznych, afrykańskich upałów – termometry na Mazurach pokazywały ponad 35 stopni w cieniu. I tutaj dochodzimy do największego minusa, który potężnie zepsuł nam komfort wypoczynku.
Klimatyzacja w hotelu po prostu nie wyrabiała. Przez cały pobyt w pokoju mieliśmy prawie 26 stopni. Z puntu widzenia klienta zupełnie nie powinno mnie to interesować, że system chłodzenia nie daje rady przy ekstremalnej pogodzie – to standard, który hotel tej klasy powinien zagwarantować. Reakcja recepcji? Zaproponowano nam… stojący wiatrak. Wiatrak tak potwornie hałasował, że nie było mowy o dociągnięciu przy nim nocy, zwłaszcza z małym dzieckiem. Byliśmy zmuszeni spać przy otwartym balkonie.
I tu pojawił się kolejny problem. W nocy ze znajdującej się nad jeziorem tawerny dobiegały wrzaski pijackiej awantury z trwającej tam imprezy. Biorąc pod uwagę, że Mazurski Raj pozycjonuje się jako hotel wybitnie prorodzinny i przyjazny dzieciom, takie sytuacje nie powinny mieć miejsca.
Kolejnym rozczarowaniem okazała się plaża. W mojej ocenie jest po prostu zaniedbana. W wodzie pływało mnóstwo glonów, których nikt na bieżąco nie sprzątał. Co gorsza, tuż przy strefie, gdzie bawiły się dzieci, unosił się nieznośny smród spalin ze skuterów wodnych. Uważam, że baza motorowodna spokojnie mogłaby zostać zorganizowana po drugiej stronie pomostu – tak, aby te maszyny nie odpalały się i nie smrodziły prosto w twarze kąpiących się maluchów.
Podsumowanie – czy warto?
Hotel Mazurski Raj w Rucianem-Nidzie położony nad jeziorem Bełdany to miejsce o ogromnym potencjale, które zachwyca designem, jedzeniem i genialnymi animacjami dla dzieci. Kraina Kłobuka i podgrzewane baseny z widokiem na jezioro robią robotę. Niestety, techniczne niedociągnięcia (niedziałająca klimatyzacja w upały), hałasy z tawerny oraz zaniedbana, pełna spalin z maszyn wodnych plaża pozostawiają niedociągnięcia.
Czy wrócimy? Może w innym terminie, gdy nie będą doskwierały afrykańskie upały 😉 Na letni, upalny wypoczynek z małym dzieckiem – za taką cenę – oczekiwałam jednak większego komfortu i dbałości o detale.
Moja ocena: Mocne 4/5. Potencjał jest ogromny, ale management powinien popracować nad komfortem gości w upalne dni i czystością strefy nadbrzeżnej.




